poniedziałek, 7 grudnia 2015

Ils sont compliqués...

Zawsze mnie zastanawiał wasz typ myślenia...z jednej strony mamy być niedostępne, ale nie do końca. Mamy was unikać, choć też nie zawsze. Zwracamy na was uwagę, poświęcamy wam czas - odpuszczacie nas sobie. Jednak gdy z drugiej strony my przejmiemy waszą strategię i zdecydujemy się na etap ,,milczenia'' - nagle wasza postawa się zmienia. Nagle zaczynacie zwracać na nas uwagę, rozmawiać z nami, pisać, robić wszystko tak byście to wy byli tymi, o których będziemy miały myśleć przed snem i krótko po przebudzeniu...

Jednak gdyby znowu nastąpił zwrot akcji i po raz kolejny większe zainteresowanie byłoby z naszej strony - wy znów robicie krok w tył i udajecie jakby wcześniejsze wydarzenia w ogóle miejsca nie miały... Czy to nie brzmi absurdalnie? Jaka to jest różnica czy to Ty, czy ja się odezwę? Nie można działać równocześnie? Mam wrażenie, że przez wasze błędne strategie, początkowo nastawione pozytywnie do kontaktu z wami, po pewnym czasie waszych bezsensownych podchodów, ciągłych kroków w przód i tył - zaczynamy się po prostu nudzić i wycofywać z grania kogoś dalece nie znanego, w jednym z rozdziałów waszego życia.

Nie rzadko zachowujecie się jak duże dzieci...Skoro podoba wam się jakaś dziewczyna to dlaczego nie zaprosicie jej na kawę? Ok...jeśli boicie się odrzucenia to chociaż wymyślcie może jakiś sposób na wspólnie spędzony czas, dzięki któremu lepiej się poznacie i przy okazji dowiecie się czy do siebie pasujecie, czy może jednak jesteście dla siebie zbyt wielkimi kontrastami...

Pisząc z kimś nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się kim jest ta osoba w rzeczywistości. Internet ma to do siebie, że jest odzwierciedleniem sceny teatralnej, na której każdy z nas odgrywa jakąś rolę i może przywdziać maskę jaką tylko sobie zamarzy...może mówić co mu się rzewnie podoba, może kreować rzeczywistość w celu przypodobania się rozmówcy...może ukoloryzować fakty, może zupełnie oddać się swojej fantazji, zapominając kim tak naprawdę jest.

Druga sprawa - ile uczuć możemy dostrzec przez internet? Uśmiech, smutek, radość, złość, ironia, lament? Oczywiście...możemy te uczucia ubrać w piękne słowa, ale czy pozwala na to samo? Na wymianę spojrzeń, ton i stymulacja głosu, przyjrzenie się mowie ciała...Tak wiele jest rzeczy, które nas omijają przez głupie, bezwartościowe rozmowy internetowe...Skoro chcesz pogadać to dlaczego nie umówisz  się ze mną i nie podejmiesz danego tematu na tymże spotkaniu?

Czy wynika to z lenistwa? Nieśmiałości? A może jednak strachu? Co wami kieruje, ze wolicie utrzymywać kontakt online zamiast offline? Czego się boicie? Jaki jest w ogóle sens waszego działania? Co z tego macie?

Les hommes sont plus compliqué...



1 komentarz:

  1. Mam podobne zdanie, można zwariować czasami z tym ich zachowaniem ;p

    OdpowiedzUsuń